piątek, 23 listopada 2012

Anielsko swiatecznej prezentacji ciag dalszy

Witam serdecznie!
W zwiazku z kiermaszem - opisanym w poprzednim poscie, uszylam mnostwo nowych aniolow i innych stworzonek w bozonarodzeniowym wydaniu. Rodzina moja nie miala matki i zony przed tym kiermaszem prawie wcale. Od rana do nocy byla tylko maszyna do szycia i ja.
Natlok pracy zwiazany  z checia pokazania czegos w miare ladnego, a do swiat bylam kompletnie niegotowa. O kiermaszu dowiedzialam sie  dwa tygodnie przed nim. Stad praca, praca i praca.
Efekty chce Wam  teraz pokazac. Zdjecia nie sa za dobre, bo robilam je w nocy przed kiermaszem (sama z siebie sie teraz smieje, bo stale pisze, ze adjecia kiepskie, bo to swiatlo nie takie, to noc. a to chyba sprawa taka, ze ja za dobrym fotografem nie jestem, no i jeszcze moze kwestia niezbyt dobrego aparatu?...).














Dobranoc



poniedziałek, 19 listopada 2012

Polski Kiermasz Rekodziela

Witajcie!
W sobote w naszym miescie odbyl sie Polski Kiermasz Rekodziela. Polski, poniewaz mnie na obczyznie mieszkac przyszlo.
Bylo bardzo milo. Wiele utalentowanych osob prezentowalo swoje cudowne wytwory. Az dech czasami zapiera, co czlowiek potrafi stworzyc. Ja to mam ogolnie bzika , jesli chodzi o wszystko, co "handmade".
Dla mnie to rzeczy bezcenne. Kazda robiona z sercem, kazda inna i kazda specjalna.
Mialam przyjemnosc i ja zaprezentowac tak swoje prace. Zdjecia nie sa za dobrej jakosci, poniewaz swiatlo bylo slabe, ale sedno pokazuja.





A teraz kilka zdjec ze stoiska  osoby wielce utalentowanej, ktora "sasiadowala" ze mna stoiskami-Beata z  "Aniol i cala reszta".


Beatka jest tworca przeuroczych szydelkowych misiow i wielu innych rzeczy. Jednak ja chce napisac wiecej o tych misiach.
Moja bez mala 11-letnia corka tak bardzo zakochala sie w Beatowych misiach, ze byla w stanie zrobic wszystko, by takiego dostac. Postanowilismy z mezem, ze kupimy Jej misia, ale bedzie to tajemnica i damy na specjalna okazje np.swieta. Tosia calkowicie  nieswiadoma przeplakala cale popoludnie i pol wieczoru, mowiac, ze zycie jest nie fair, ze Ona chce tak bardzo tego misia, a my wyrodni rodzice nie chcemy Jej kupic itp. W koncu poznym wieczorem uleglismy i Tosia dostala swojego misia. Takiej radosci na twarzy mojego dziecka nie widzialam juz dawno. Nawet posprzatala w biurku, poniewaz misiu ma tam teraz swoj pokoj.
Misiu otrzymal szumne imie -PEPSI. Teraz trwa praca nad kolekcja ubran dla Pepsiego.
 I w taki oto sposob Beatka pomogla znalezc Tosi przyjaciela. Dziekuje w imieniu moim i Tosi.





Podczas kiermaszu mozna bylo podziwiac twory wielu utalentowanych osob. Byly kartki swiateczne, piekne postarzane meble, anioly z gliny, recznie tkane gobeliny, rozne rodzaje bizuterii, wszelkiego rodzaju dekoracje swiateczne oczywiscie wszystko handmade, decoupage i wiele innych cudownosci. Och, zapomnialabym, byla tez polska garmazerka, pierogi z wszelkimi mozliwymi nadzieniami i fantastycznie smakujace ciasta. Nie posiadam jednak zdjec z pozostalych stoisk.
Impreza byla swietna, organizatorki stanely na wysokosci zadania. Obiecywaly, ze takich kiermaszy bedzie wiecej. Mysle, ze to fajna sprawa.
 Jestem zadowolona,ze moglam wziac udzial w tym kiermaszu i poznac wiele fajnych osob.


czwartek, 1 listopada 2012

Nie mogę przestać...

... nie mogę przestać szyć aniołów.
Naszyłam ostatnio całą masę i chyba największą radość sprawia mi właśnie ich szycie.
Aż czasami ciężko wytłumaczyć tę niewypowiedzianą potrzebę szycia we mnie. Sprawia mi to tyle radości, że zapominam o świecie bożym (tak też mój mąż stwierdził ostatnio). Fajnie, gdy powstaje kolejny anioł będący prezentem dla kogoś. Cieszę się, że znalazłam w sobie tę pasję, tu powinnam pewnie podziękować komuś, kto pokazał mi pierwsze tildziaki. Był to początek mojej miłości do szycia, a jednocześnie(niestety) utrata koleżanek. Przykro.







W ten niezwykle nostalgiczny dzień wszystkim aniołom, które odeszły, jednak bacznym okiem nad nami czuwają-spoczywajcie w spokoju, a także wszystkim aniołom, których życie nam stawia na drodze-wielkie dzięki,że jesteście.

środa, 31 października 2012

Halloween






Dziś Halloween, święto nie do końca lubiane przeze mnie, ale dające wiele radości naszym dzieciom. Te straszne stroje, bale halloween'owe w szkole i przedszkolu , masa cukierków, które dzieci zbierają odwiedzając straszne domy sąsiadów i dynie powycinane w różne twarze.
Uszyłam kilka czarownic z tej okazji i chciałam Wam je dziś pokazać. Niektóre z nich trafiły w ręce miłośniczek czarnej magii. 


czwartek, 25 października 2012

Niespodziewana zmiana planów

Witam serdecznie!
Ten post miał być zupełnie inny, o zupełnie innej tematyce. Miał być pełen cudownych zdjęć(takich jak poniżej).

Planowaliśmy podbijać szczyty Lake District. Było tyle przygotowań, planów, kupowanie map, butów itp.
Przede wszystkim było tyle radości , czas spędzimy razem i to w takim ślicznym miejscu. A tu  6 rano płacz Inki. Biegnę do Jej pokoju, okropny kaszel, biedna nie może odksztusić. Dotykam Jej, rozpalona okropnie, ponad 39 stopni gorączki. A przecież wieczorem była taka radosna, uśmiechnięta i szczęśliwa.
I w taki oto sposób nasze plany poszły w niwecz. No cóż- dzieci najważniejsze.

W związku z tym, że zostaliśmy w domu postanowiłam wypróbować nowy przepis na rogaliki drożdżowe z jabłkami.  Koniecznie chcieliśmy dobrze spożytkować jabłka z naszej jabłonki. W końcu w dzisiejszym świecie jedzenie czegoś" niepryskanego" tzn. bez pestycydów, to jak wygrana na loterii. 
Wyszły pyszne, a ile zabawy przy nich było. Inka jakby ozdrowiała widząc surowe ciasto, z którego można lepić różne zwierzątka. Ulepiła sobie drożdżowe myszki z długaśnymi ogonami. 
Poniżej podaję przepis na nasze rogaliki, może ktoś będzie miał ochotę w wolnej chwili upiec coś szybkiego i smacznego.

Ciasto:
0,5 kg. mąki pszennej,
kostka masła lub margaryny- wedle uznania,
42 g drożdży,
3 łyżki cukru,
szczypta soli,
cukier waniliowy,
3 łyżki kwaśnej śmietany,
3 jajka + 1 do smarowania

Nadzienie:
2 jabłka,
garść rodzynek,
3 łyżki płatków migdałowych,
2 łyżki cukru,
cynamon.

Roztopić masło, wlać do miski z mąką i pozostałymi składnikami. Drożdże pokruszyć. Wyrobić ciasto i odstawić w ciepłe miejsce aż podwoi objętość.
W międzyczasie pokroić obrane jabłko w kostkę, dodać resztę składników.

Wyrośnięte ciasto wyłożyć na oprószony mąką blat( lub stolnicę, jeśli ktoś posiada), rozwałkować na 0,5 cm placek. Wykrawać podłużne trójkąty, ułożyć nadzienie i zwinąć. Posmarować roztrzepanym jajkiem.
Piec 18-20 minut w temperaturze 180 stopni. Z żurawinową herbatką smakują świetnie w jesienne popołudnie.

Smacznego.


 Ps. Post specjalnie dla Krzysi.



środa, 10 października 2012

Angielska złota jesień

Wczoraj wracając do domu z przedszkola mojej córki zdałam sobie sprawę, że uwielbiam jesień za jej kolory przede wszystkim. Dawno tej świadomości nie miałam, gdyż dotychczas angielska jesień była mokra, zimna i jakaś taka inna niż moje wyobrażenie o niej.
Teraz, od kilku dni jest tak jak być powinno. Bezdeszczowo, słonecznie i kolorowo. Mnóstwo kolorów przenika się nawzajem, tworząc pomarańczowo-żółto-rdzawe obrazy, dokładnie takie jak lubię. Spadające liście tworzą cudowne dywany w wąskich alejkach prowadzących do domu.
Zawsze byłam amatorką kolorów jesieni, moja garderoba przesiąknięta jest khaki, żeby nie napisać zgniłą zielenią, pomarańczem i wszystkimi odcieniami brązu, od beżowego po czekoladowy.
A dom wrzosami udekorowany wbrew przesądom, że wrzosy pecha przynoszą.


Skrupulatne przygotowania do zimy powoli dobiegają końca. Marmolada dyniowo-imbirowa zrobiona, sok z czarnego bzu również, ogrzewanie wymienione, teraz jesteśmy przygotowani na polską zimę w Anglii.



W ogrodzie błogi spokój, ostatnie mieczyki  i rozchodnik cieszą oczy. Piękne jabłka na naszej już dwuletniej jabłonce czekają, aby je schrupać(a mnie tak jakoś szkoda ich zrywać). 
Mam nadzieję,że jakiś czas jeszcze tak pozostanie, kolorowo i słonecznie, że natura porozpieszcza moje oczy swoim pięknem. 
W tym też nastroju do zobaczenia.
Pola